Podczas okrągłego stołu w sprawie polityki alkoholowej broniliśmy zdrowego rozsądku i przestrzegania Konstytucji

Z inicjatywy Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju w Sejmie RP odbył się okrągły stół poświęcony kierunkom polityki alkoholowej w Polsce. W debacie wzięli udział przedstawiciele parlamentu, administracji rządowej, środowisk eksperckich, organizacji pozarządowych oraz branż regulowanych. Dyskusja skoncentrowała się na ocenie projektowanych zmian w ustawie o wychowaniu w trzeźwości – ich skuteczności, proporcjonalności oraz zgodności ze standardami racjonalnego stanowienia prawa – wraz ze wskazaniem rozwiązań, które rzeczywiście mogą ograniczyć szkody zdrowotne i społeczne, wynikające z nadużywania alkoholu. Wśród zaproszonych gości byli również przedstawiciele Rady Przedsiębiorców.

W pierwszej części spotkania przedstawiono wnioski z analizy FOR. Wynika z nich, że wbrew obiegowym narracjom spożycie alkoholu w Polsce w ostatnich latach maleje. W 2023 roku wyniosło 8,93 litra czystego alkoholu na mieszkańca, a w 2024 roku 8,77 litra – to najniższy poziom od 2005 roku. Jednocześnie w dłuższej perspektywie spada liczba wypadków drogowych z udziałem osób nietrzeźwych: z ok. 7–9 tysięcy rocznie na początku wieku do niecałych 2 tysięcy obecnie. Uczestnicy podkreślali, że te dane nie oznaczają, iż problem został rozwiązany, gdyż koszty zdrowotne i społeczne alkoholu nadal są bardzo wysokie, jednocześnie pokazując, że debata powinna opierać się na faktach, a nie na emocjach czy pojedynczych, nagłaśnianych przypadkach.

Krzysztof Budka, dyrektor Biura Zarządu Rady Przedsiębiorców, zwrócił uwagę na to, że tak naprawdę wszystkie trzy projekty (dwa poselskie: Lewicy oraz Polski2050 oraz projekt rządowy) dotyczące zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw oraz zakazu promocji i reklamy alkoholu – choć ubrane w szaty walki ze skutkami alkoholizmu i pijanymi kierowcami – są klasyczną pułapką, która ma odwrócić uwagę od rzeczywistego celu, jakim jest przekierowaniu kanału sprzedaży alkoholu i lobbing za uwolnieniem przyznanych koncesji. Niestety, duża część opinii publicznej daje się na to nabrać. Poza tym projekt ustawy, który wprowadza dyskryminację jednej grupy przedsiębiorców (w tym przypadku właścicieli stacji paliw) kosztem innej grupy (np. właścicieli sieci detalicznych, którzy skorzystaliby na wprowadzeniu tych regulacji) naszym zdaniem nie może być zgodny z Konstytucją.

Adam Abramowicz w Polsat News o tym, do czego prowadzi polityka polegająca na zaciskaniu pętli na szyi przedsiębiorców

Prowincja się wyludnia. Młodzi ludzie wyjeżdżają do pięciu największych ośrodków miejskich. Nie chcą przejmować po rodzicach firm zakładanych w latach 90. ani zakładać nowych, widząc, w jaki sposób w Polsce urzędnicy i politycy traktują małych przedsiębiorców. Taki jest efekt polityki, która od bez mała trzydziestu lat polega na zaciskaniu pętli na szyi przedsiębiorców.

O tym m.in. prezes Rady Przedsiębiorców Adam Abramowicz mówił w programie „Punkt widzenia Jankowskiego” w Polsacie News. Zachęcamy do obejrzenia:

ZUS odpowiada na nasze pismo dotyczące konfiskaty 350 000 zł zgromadzonych jako kapitał emerytalny

Poniżej publikujemy pismo, które otrzymaliśmy od ZUS jako odpowiedź na nasz apel. Chodzi o słynną sprawę nagłośnioną przez media, dotyczącą p. Aldony, księgowej, której ZUS w swoim mniemaniu zgodnie z prawem skonfiskował 350 000 zł zgromadzonych jako kapitał emerytalny przez 19 lat pracy:

Odpowiedź z ZUS w sprawie pisma OPRP

Tutaj nasze pismo do prezesa ZUS w tej sprawie:

Pismo_OPRP_do_Prezesa_ZUS

Komu przeszkadza kawa w automatach i dlaczego płacimy tak dużo za plastikowe kubki? Nasz apel o rozsądek i zmiany w prawie

Apelujemy o rezygnację z zakazu sprzedaży kawy i pozostawienie decyzji szkolnym organom w porozumieniu z radami rodziców i samorządem uczniowskim – postuluje Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. To reakcja na propozycję projektu nowego rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia, które zakłada wprowadzenie całkowitego zakazu sprzedaży kawy na terenie jednostek systemu oświaty, bez względu na formę sprzedaży oraz wiek kupującego.

 

„Jako organizacja zrzeszająca polskich przedsiębiorców z branży vendingowej pragniemy przedstawić nasze zastrzeżenia do procedowanego projektu, zgodnie z którym ma zostać wprowadzony zakaz sprzedaży kawy w każdej formie na terenie jednostek systemu oświaty, ograniczenie sprzedaży innych produktów oraz ograniczenie zawartości cukru w produktach przygotowywanych na miejscu. Regulacja ta doprowadzi do licznych paradoksów i nieuzasadnionych ograniczeń, które mogą mieć negatywny wpływ zarówno na bezpieczeństwo uczniów, jak i na sytuację lokalnych małych i średnich firm” – zaznacza w stanowisku skierowanym do Ministerstwa Zdrowia Adam Abramowicz, były rzecznik MŚP, obecnie prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Ma on na myśli przede wszystkim około 400 firm z branży vendingowej, które dają zatrudnienie ponad 3 tys. osobom i z których zdecydowana większość to przedsiębiorstwa polskie, rodzinne i małe. Automaty vendingowe, których jest w naszym kraju ok. 80 tys., bardzo dobrze korespondują m.in. z charakterem funkcjonowania szkół (długie godziny pracy, krótkie przerwy, ograniczona możliwość opuszczenia placówki, niska cena przeciętnego produktu). 

Przedsiębiorcy zwracają uwagę, że we wspomnianej regulacji projektodawca posłużył się terminem „system oświaty”, w którym brak jest rozgraniczeń pomiędzy rodzajami szkół. Obejmuje ono szerokie spektrum placówek: od przedszkola do techników czy liceów. – Nie rozumiemy, dlaczego projektodawca włożył wszystkich do jednego worka. Szczególnie problematyczny jest fakt, że zakaz dotyczy również szkół ponadpodstawowych, gdzie około 50 proc. uczniów stanowią osoby pełnoletnie, które posiadają już znaczny poziom samodzielności i prawo do podejmowania własnych decyzji zakupowych. Sporą część klientów w placówkach oświaty stanowi także kadra nauczycielska oraz pracownicy, którzy wobec wejścia w życie przepisów rozporządzenia zostaną bezzasadnie pozbawieni możliwości zakupu wspomnianego produktu – argumentuje Adam Abramowicz.     

Warto zdać sobie sprawę, że – jak podkreślają przedstawiciele branży vendingowej – kawomaty występują głównie w szkołach ponadpodstawowych, natomiast w szkołach podstawowych mają charakter incydentalny i stanowią maksymalnie 2 proc. tego typu automatów. „Dzieci w szkołach podstawowych generalnie nie piją kawy oraz nie są grupą docelową przedsiębiorców z branży vendingowej. Instalacja automatów z kawą w tych szkołach następuje jedynie na wyraźne życzenie dyrekcji, rady rodziców lub innych organów szkoły, co wskazuje na świadome i przemyślane decyzje podejmowane przez odpowiedzialne osoby” – zwraca uwagę w piśmie do Ministerstwa Zdrowia Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

– Wspomniany zakaz uzasadniany jest troską o zdrowie uczniów z powodu rzekomej tendencji wzrostowej dotyczącej spożycia kawy wśród dzieci i młodzieży. Doświadczenie praktyczne wykazuje jednak, że ograniczenia w ofercie szkolnych punktów sprzedaży nieuchronnie prowadzą do zjawiska tzw. „zakazanego owocu”. Młodzież, nie znajdując w szkole produktów, którymi jest zainteresowana, a które są dostępne w legalnej sprzedaży w każdy innym punkcie handlowym, opuszcza teren placówki w czasie przerw i zaopatruje się w pobliskich sklepach, co przecież naraża ją na niebezpieczeństwo związane z wyjściem z budynku szkolnego. Poza tym regulacje wprowadzone wyłącznie w stosunku do grupy przedsiębiorców prowadzących sklepiki, bufety szkolne czy działalność vendingową dyskryminują tę grupę, znacząco zmniejszając konkurencyjność działalności względem innych podmiotów. Przecież młodzież będzie mogła nabyć każdy z produktów, których sprzedaż w szkole jest zakazana, w dowolnej placówce handlowej poza szkołą bez jakichkolwiek ograniczeń, co postawi te firmy handlowe w uprzywilejowanej pozycji rynkowej – tłumaczy Szymon Grunwald z Polskiego Stowarzyszenia Vendingu. 

– Nie ulega żadnych wątpliwości, że wprowadzenie zakazu sprzedaży kawy będzie miało negatywny wpływ na lokalny rynek pracy, gdyż przedsiębiorcy obsługujący sektor edukacji mogą zostać w efekcie restrykcyjnych przepisów zmuszeni do likwidacji części etatów lub zamknięcia firmy. W kontekście rządowych deklaracji wspierania sektora MŚP, regulacja ta wydaje się sprzeczna z polityką gospodarczą państwa, ponieważ zakaz zagraża egzystencji tych przedsiębiorstw i zatrudnianych przez nie osób – dodaje Adam Abramowicz.

„Mając na uwadze powyższe argumenty, postulujemy o rezygnację z zakazu sprzedaży kawy i pozostawienie decyzji organom szkoły w porozumieniu z radami rodziców i samorządem uczniowskim, którzy podejmują decyzje o ofercie automatów vendingowych w zależności od specyfiki i potrzeb danej placówki. Zwracamy się do Pani Minister z uprzejmą prośbą o takie ukształtowanie przepisów, które nie ograniczałyby nadmiernie praw młodzieży uczącej się w szkołach ponadpodstawowych ani nie wprowadzały nieproporcjonalnych barier dla lokalnych przedsiębiorców. Uważamy, że przepisy powinny być sformułowane w sposób proporcjonalny i racjonalny, uwzględniający rzeczywiste zagrożenia oraz specyfikę różnych grup wiekowych” – apeluje do resortu zdrowia Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Planowany zakaz sprzedaży kawy w całym systemie oświaty to nie jedyna regulacja mająca negatywny wpływ na branżę vendingową. Kawę z automatów podaje się w kubkach i – jak się okazuje – pod tym względem firmy vendingowe również napotykają na regulacyjną dyskryminację. Chodzi o tzw. dyrektywę SUP (Single Use Plastics), mającą na celu ograniczenie stosowania tworzyw sztucznych. Przyjęta w rozporządzeniu Ministra Klimatu i Środowiska konstrukcja opłaty, zrównująca kubki papierowe zawierające minimalną domieszkę plastiku, niekiedy sięgającą zaledwie kilka procent, z kubkami wykonanymi w całości z tworzywa sztucznego, prowadzi do sytuacji głęboko niespójnej z intencjami ustawodawcy. W konsekwencji bardziej opłaca się stosowanie tańszych, w pełni plastikowych kubków, niż inwestowanie w nowoczesne, technologicznie zaawansowane rozwiązania o znacznie mniejszej zawartości tworzyw sztucznych. Na to również zwraca uwagę Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. Jej prezes Adam Abramowicz w piśmie skierowanym do minister klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski zaznacza, że taki stan prawny tworzy zjawisko tzw. „efektu odwrotnego”, w którym regulacja – zamiast promować produkty bardziej ekologiczne – utrwala przewagę rynkową rozwiązań mniej przyjaznych środowisku.    

W innych państwach UE funkcjonują przepisy znacznie lepiej dostosowane do realiów rynkowych i celów środowiskowych. W Niemczech kubek w 95% papierowy klasyfikowany jest do frakcji papierowej. We Francji możliwe jest stosowanie kubków o zawartości do 8% plastiku bez ponoszenia opłat wynikających z dyrektywy SUP. W Hiszpanii czy Włoszech obowiązuje podatek od jednorazowych produktów z plastiku na poziomie około 0,45 €/kg. Przy przeciętnej wadze kubka oznacza to koszt ok. 1 grosza za sztukę, podczas gdy w Polsce opłata ta wynosi aż 20 groszy. Belgia z kolei podejmuje decyzje etapowo, wprowadzając progi ograniczenia zawartości plastiku w kubkach: kubki z zawartością plastiku co najmniej 10% zostaną zakazane od 2026 r., co najmniej 8% od 2028 r., a 3% od 2030 r. Rynek już oferuje kubki z plastikiem na poziomie 5%, a tamtejszy ustawodawca promuje stopniową redukcję zamiast natychmiastowego zakazu. Natomiast w Portugalii nie ma zcentralizowanej opłaty SUP na poziomie krajowym. Państwo pod tym względem pozostawia autonomię poszczególnym gminom. Na tym tle stawka obowiązująca w Polsce, czyli 20 gr od sztuki – stosowana bez względu na to, czy produkt zawiera 1% plastiku, czy też 100% – jawi się jako nie tylko niesprawiedliwa, ale także sprzeczna z celem regulacji, jakim jest ograniczenie polimerów w gospodarce. 

„Wskazujemy, że w przypadku kubków na napoje całkowite wyeliminowanie polimerów jest praktycznie niemożliwe z uwagi na konieczność zachowania właściwości technicznych, pozwalających utrzymywać płyny. Dlatego też obowiązująca konstrukcja obciąża w szczególności tych przedsiębiorców, którzy inwestują w nowoczesne, droższe materiały, a mimo to muszą ponosić takie same obciążenia jak ci, którzy pozostali przy tanich, w całości plastikowych rozwiązaniach. Postulujemy zatem wprowadzenie zróżnicowanych stawek opłaty w zależności od rzeczywistej zawartości plastiku w kubku. Rozwiązanie takie byłoby sprawiedliwe i proporcjonalne. Stworzyłoby także realny bodziec dla przedsiębiorców do sięgania po rozwiązania bardziej ekologiczne, wspierając rozwój innowacyjnych technologii opakowaniowych. Nasz postulat wpisuje się w cele deregulacyjne obecnego rządu, a także w Strategię Gospodarczą dla Polski, przedstawioną 10 lutego 2025 r. przez Premiera Donalda Tuska, której centralnym punktem jest ograniczanie barier blokujących rozwój przedsiębiorczości i innowacji” – uzasadnia Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców w piśmie do Ministerstwa Klimatu i Środowiska.

Zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw spowoduje straty polskich firm, uderzy w finanse publiczne oraz zwiększy ryzyko rozrostu szarej strefy

WYWIAD Z PROF. KONRADEM RACZKOWSKIM

Do Sejmu wrócił pomysł ustawowego zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw. Mamy aż trzy projekty ustaw dotyczące tego aspektu. W każdym z nich projektodawcy podkreślają, że intencją jest oczywiście walka z alkoholizmem i kierowcami jeżdżącymi na podwójnym gazie. Czy to jest słuszny kierunek?

KONRAD RACZKOWSKI (profesor nauk ekonomicznych, dyrektor Centrum Gospodarki Światowej UKSW, były wiceminister finansów): Pomysł całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw rzeczywiście brzmi jak szybkie remedium na ważny problem, ale rozmija się z danymi. Zgodnie z oficjalnym wykazem zezwoleń, w Polsce jest ok. 195,4 tys. aktywnych zezwoleń na sprzedaż napojów alkoholowych, z czego stacje paliw mają jedynie 5 tys. – ok. 3% ogółu. To twardo pokazuje, że odcięcie jednego, wąskiego kanału nie ograniczy dostępności – kupujący przejdą do najbliższego sklepu, często w tej samej lokalizacji lub kilka kroków dalej. Zamiast więc ograniczyć spożycie alkoholu, może jedynie przesunąć sprzedaż do innych sklepów i szarej strefy, nie przynosząc korzyści zdrowotnych ani społecznych. Uważam, że pod tym względem będzie to regulacja nieskuteczna. Poza tym jest ona również dyskryminująca i uderzająca w polskich przedsiębiorców – w tym tysiące prywatnych właścicieli stacji oraz państwowego giganta Orlen. 

W jaki sposób?

Konsekwencje gospodarcze takiego rozwiązania byłyby dotkliwe. Polskie, rodzinne stacje, będące często na cienkiej marży paliwowej, opierają rentowność na ofercie „convenience”, w tym na legalnej sprzedaży trunków. Taki zakaz ograniczy ich przychody, grożąc skróceniem godzin pracy, a nawet zamknięciami w mniejszych miejscowościach. Uderzenie w sprzedaż pozapaliwową dotknie też Orlen – państwową spółkę, która budowała od lat model sklepu i gastronomii na blisko 2000 stacjach paliw (łącznie z franczyzą), które posiada w Polsce. Jednocześnie zakaz nie zmieni faktu, że w zasięgu kilkudziesięciu metrów będą mogły funkcjonować inne punkty sprzedaży alkoholu. Wyraźnie zwraca na to uwagę branża paliwowa, która podkreśla, że regulacja dyskryminuje jedną grupę przedsiębiorców w tym samym otoczeniu rynkowym, zaburzając konkurencję bez realnego efektu zdrowotnego. Ronald Reagan, czterdziesty prezydent USA, którego pomnik znajduje się Warszawie w Al. Ujazdowskich, mówił satyrycznie, jak nadmierna legislacja nie rozwiązuje problemów, lecz je przesuwa, tworząc przestrzeń dla szarej strefy i biurokratycznego chaosu. „Jeśli coś porusza się – opodatkuj to. Jeśli dalej się porusza – ureguluj to. A jeśli przestanie się poruszać – dotuj to”. W praktyce to esencja zjawiska, które grozi polskiemu rynkowi detalicznemu w przypadku selektywnego zakazu handlu.  

Jak wygląda ta kwestia w innych europejskich krajach? Z których rozwiązań warto brać przykład, jeśli chodzi o kwestię sprzedaży alkoholu na stacjach paliw?

W Unii Europejskiej stosuje się głównie reguły godzinowe, gęstości punktów i lokalne licencje, a większość państw Wspólnoty prowadzi sprzedaż alkoholu na stacji paliw według zasad ogólnych. Model liberalny sprzedaży alkoholu na stacjach paliw dominuje gospodarczo w Unii – obejmuje zarówno największe gospodarki, m.in. Niemcy, Włochy, Hiszpania, Polska (wciąż), Irlandia, jak i kraje o wysokim PKB per capita, np.: Luksemburg, Dania, Austria. Oznacza to, że według osiąganego PKB, 72% gospodarek UE tworzą państwa, w których sprzedaż alkoholu na stacjach paliw jest dozwolona (z licencją) i nie występują ogólnokrajowe zakazy. Tym samym większa produktywność danego państwa i większe przeciętne bogactwo sprzyjają bardziej liberalnym regulacjom. W Wielkiej Brytanii stacje paliw mogą uzyskać licencję alkoholową jak inne sklepy – decyzja należy do władz lokalnych, a warunki określa tamtejsze Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. To przykład modelu, w którym licencja i egzekucja, a nie branżowy zakaz, są narzędziem polityki publicznej. Z kolei w Niemczech sprzedaż alkoholu na stacjach jest co do zasady dozwolona, a debata toczy się o uszczelnianiu egzekucji lub lokalnym ograniczaniu godzin – nie o selektywnym wykluczaniu jednej kategorii sklepów. Badania i przeglądy wskazują, że alkohol za naszą zachodnią granicą jest dostępny w różnych punktach, a ewentualne ograniczenia rozstrzyga się na poziomie landów.

A co mówią dane międzynarodowe na temat zakazu sprzedaży alkoholu? Czy takie rozwiązania zmniejszają popyt?

Historia i współczesne badania są tu zaskakująco zgodne. USA i prohibicja (1920–1933) doprowadziły do zniesienie legalnej podaży alkoholu, oddając rynek grupom przestępczym. Najnowszy przegląd NBER (National Bureau of Economic Research) podkreśla, że istotna część „marży producenta” została przejęta przez zorganizowaną przestępczość – klasyczny efekt prohibicji. W RPA – covidowe zakazy sprzedaży (2020–2021) i dalsze badania dowiodły, iż w trakcie zakazów ponad połowa ankietowanych kupowała alkohol nielegalnie, co wzmacniało równoległy rynek. Problem utrzymywał się także po wygaszaniu restrykcji. W Indiach – stan Bihar (prohibicja od 2016 r.) nastąpił wzrost przestępczości związanej z obrotem nielegalnym alkoholem i regularne zgony po zatruciach. Warto też spojrzeć na Szwecję, często wskazywaną jako wzór restrykcyjnej polityki alkoholowej. Tam mocny alkohol można kupić wyłącznie w państwowym Systembolaget, podatki są jedne z najwyższych w Europie, a godziny sprzedaży mocno ograniczone. Dane CAN (Controller Area Network) pokazują jednak, że w latach 2019–2024 całkowite spożycie alkoholu spadło o zaledwie 6,5%. W tym samym czasie Szwecja przeżywała bezprecedensowy wzrost przemocy gangsterskiej. Liczba śmiertelnych strzelanin prawie się podwoiła, a rząd w oficjalnej strategii przyznaje, że to nie alkohol, lecz rynek narkotyków jest kluczowym źródłem dochodów zorganizowanej przestępczości i głównym motorem brutalnych konfliktów. Restrykcyjna polityka alkoholowa nie tylko nie uchroniła Szwecji przed gigantycznym wzrostem przestępczości, ale miała wpływ na nielegalny rozwój handlu narkotykami, które zastąpiły w jakiejś mierze legalny alkohol.

Co – oprócz bezpieczeństwa – traci jeszcze państwo, wypychając legalną sprzedaż?

Akcyza to narzędzie zarówno fiskalne, jak i zdrowotne. WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) szacuje, że w Europie podatki (VAT + akcyza) to 30–53% ceny detalicznej wina/spirytusu, a podnoszenie akcyzy ogranicza spożycie i jednocześnie zwiększa dochody budżetowe – jeśli oczywiście sprzedaż odbywa się w kanale legalnym. „Wycięcie” jednego legalnego kanału (w tym przypadku stacji paliw) nie uderzy w popyt, zmniejszy natomiast bazę podatkową tego kanału i przesunie sprzedaż w miejsca o słabszej kontroli.
W Polsce wpływy z akcyzy alkoholowej liczone są w miliardach złotych rocznie. Same napoje spirytusowe przyniosły budżetowi w 2024 r. ponad 10 mld zł. Do tego dochodzi VAT w łańcuchu dostaw. Skalę wydatków detalicznych (ok. 50 mld zł w 2024 r.) potwierdzają niezależne zestawienia rynkowe. Utrzymanie sprzedaży w kanale licencjonowanym – także na stacjach paliw – oznacza będzie pewne wpływy oraz większą kontrolę jakości niż w nieformalnym obiegu.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Rada Przedsiębiorców apeluje o niedyskryminowanie polskich firm z branży paliwowej

Jako organizacja zrzeszająca i reprezentująca interesy szerokiego grona przedsiębiorców działających w różnych sektorach gospodarki, w tym w branży paliwowej, wyrażając pełne poparcie dla społecznie odpowiedzialnej polityki przeciwdziałania alkoholizmowi oraz ochrony zdrowia publicznego, stanowczo sprzeciwiamy się propozycjom legislacyjnym rządu oraz dwóch klubów parlamentarnych, które przewidują wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu wyłącznie na stacjach paliw – pisze Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. To reakcja na trzy projekty ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi: projekt rządowy oraz dwa projekty poselskie (Lewicy oraz Polski 2050).

„W ramach projektowanych zmian postuluje się rozszerzenie katalogu miejsc, w których zabrania się sprzedaży, podawania i spożywania napojów alkoholowych, o teren stacji paliw. W naszej ocenie projektowana regulacja pozostaje w rażącej sprzeczności z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, stanowi niezgodną z prawem unijnym dyskryminację podmiotów gospodarczych oraz prowadzi do powstania nierównej konkurencji na rynku” – zauważa w oficjalnym stanowisku Rady Przedsiębiorców jej prezes Adam Abramowicz, w latach 2018–2024 rzecznik MŚP.

Podobne zdanie wyrażają przedstawiciele branży paliwowej, którzy podkreślają, że propozycje zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach paliw nie tylko będą całkowicie nieskuteczne w walce z nadużywaniem alkoholu i poprawą bezpieczeństwa na drogach, ale również rażąco dyskryminujące wobec jednej grupy przedsiębiorców.

– Wprowadzenie zakazu wyłącznie wobec stacji paliw, z pominięciem innych podmiotów handlujących alkoholem, to przejaw niedopuszczalnej dyskryminacji na gruncie prawa – zarówno krajowego, jak i unijnego. Taki wybiórczy przepis wprost ingeruje także w sferę wolnej konkurencji, naruszając konstytucyjnie chronione wartości społecznej gospodarki rynkowej – zaznacza Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych. 

Prezes PIPP dodaje, że w sposób bezprecedensowy potraktowane zostałyby przez projektodawców małe i średnie polskie firmy. Ponad 3 tys. stacji paliw w Polsce działa pod własnym logo, ponad 1,2 tys. to stacje franczyzowe, których właścicielami są polscy przedsiębiorcy. Większość z nich to przeważnie rodzinne polskie przedsiębiorstwa.

– Dlatego podkreślamy i tłumaczymy, że wprowadzenie proponowanych zmian narazi na największe straty w zdecydowanej mierze małe i średnie polskie firmy prowadzące stacje paliw. Oznaczać będzie dla nich spadek przychodów i utratę marży nie tylko na napojach alkoholowych, ale i na całej sprzedaży pozapaliwowej. Duzi operatorzy także odczują straty, natomiast mogą zyskać mniejsze i większe sieci handlowe (w większości zagraniczne), do których zostanie przekierowany strumień przychodów ze sprzedaży alkoholu – dodaje Halina Pupacz. 

Efekty nie trudno więc przewidzieć. Na skutek pogorszenia sytuacji ekonomicznej tej konkretnej grupy przedsiębiorców wiele mniejszych stacji paliw będących własnością polskich firm z sektora MŚP, w których przychód  ze sprzedaży paliw jest mniejszy, może zostać zamknięta w godzinach nocnych albo w ogóle zakończyć działalność. Skutkować to będzie negatywnymi konsekwencjami dla kierowców, którzy – aby zatankować – będą musieli pojechać wiele kilometrów dalej, oraz zdecydowanym pogorszeniem standardu obsługi podróżnych. Dzisiaj, dzięki konkurencji, można kupować paliwo taniej, po wypadnięciu z rynku wielu stacji, korporacje będą mogły podnieść ceny paliwa, co odbije się na kieszeniach polskich rodzin. 

Fałszywa jest także argumentacja, że zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw przyczyni się do poprawy bezpieczeństwa na drogach i ograniczenia spożycia alkoholu.  Zwraca na to uwagę Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców, pisząc „Stacje paliw stanowią jedynie około 3% wszystkich punktów posiadających zezwolenia na sprzedaż alkoholu (ok. 5 tys. z ponad 195 tys. pozwoleń). W praktyce oznacza to, że konsumenci będą mogli zakupić alkohol w sąsiadujących ze stacjami dyskontach, sklepach monopolowych czy punktach convenience. Regulacja doprowadzi jedynie do przekierowania sprzedaży, a nie do jej ograniczenia, ponieważ wszystkie stacje, które posiadają koncesje, robią tylko 2,5% całkowitego obrotu alkoholem w Polsce.  Osoby uzależnione od alkoholu lub na tyle nieodpowiedzialne, żeby prowadzić pojazd po jego spożyciu, będą mogły dokonać zakupu niezależnie od tego, czy zakaz będzie funkcjonował akurat na terenie stacji paliwowych. Poza tym projektodawcy nie przedstawili żadnych badań wskazujących na sytuację, która potwierdzałaby, że nietrzeźwi kierowcy na polskich drogach zaopatrują się w alkohol właśnie na stacjach benzynowych. Analiza danych policyjnych wykazuje, że liczba wypadków z udziałem nietrzeźwych kierowców systematycznie spada. W latach 2019–2024 odnotowano łączny spadek o 27%, co nastąpiło bez wprowadzania dodatkowych ograniczeń dotyczących dostępności alkoholu na stacjach paliw” – czytamy w oficjalnym stanowisku OPRP.  

Przedsiębiorcy powołują się również na eksperckie opracowanie prof. Konrada Raczkowskiego, dyrektora Centrum Gospodarki Światowej UKSW. Prof. Konrad Raczkowski, specjalizujący się w zarządzaniu systemami gospodarczymi, finansami publicznymi i restrukturyzacjami przedsiębiorstw, analizując wspomniane projekty legislacyjne, pisze: „Konsekwencje gospodarcze byłyby dotkliwe. Polskie rodzinne stacje często na cienkiej marży paliwowej opierają rentowność na ofercie convenience, w tym na legalnej sprzedaży trunków – zakaz ograniczy przychody, grożąc skróceniem godzin pracy, a nawet zamknięciami w mniejszych miejscowościach. Uderzenie w sprzedaż pozapaliwową dotknie też Orlen – państwową spółkę, która budowała od lat model sklepu i gastronomii na blisko 2000 stacjach paliw (łącznie z franczyzą), które posiada w Polsce. Jednocześnie zakaz nie zmieni faktu, że w zasięgu kilkudziesięciu metrów funkcjonują inne punkty sprzedaży alkoholu”.  

Biorąc pod uwagę wszystkie te argumenty, przedsiębiorcy zrzeszeni w Polskiej Izbie Paliw Płynnych oraz w Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców podkreślają, że polityka państwa w zakresie walki z alkoholizmem powinna opierać się na sprawdzonych metodach i solidnych analizach, a nie na doraźnych pomysłach wynikających z chwilowego zainteresowania medialnego. „Zamiast jednostronnie obarczać winą jedną grupę sprzedawców, należy spojrzeć na problem szerzej – uwzględniając edukację, kontrolę, leczenie uzależnień i odpowiedzialność wszystkich uczestników ruchu drogowego. Takie podejście zagwarantuje realną poprawę bezpieczeństwa, bez naruszania podstawowych zasad prawa i wolności gospodarczej” – czytamy w ich stanowisku.

Nasze stanowisko w sprawie tzw. należytej staranności w projekcie ustawy o podatku od towarów i usług

Prowadzisz uczciwie biznes. W łańcuchu transakcji, w którym jest twoja firma, kilka szczebli przed albo po ktoś nie zapłacił VAT i zniknął. Jego nie ma, ale ty jesteś i fiskus od ciebie żąda pieniędzy, twierdząc, że powinieneś wiedzieć, że ten, co zniknął, VAT-u nie zapłacił. Nie dokonałeś należytej staranności.

Co to znaczy? Zależy od urzędnika. Jak fotografowałeś przyjmowanie i wydawanie towaru, żeby mieć dowody, to fiskus mówił, że po to zabezpieczałeś się przed odpowiedzialnością, bo wiedziałeś o przekręcie. Tak było i tysiące uczciwych firm musiało płacić za złodziei, co często kończyło się bankructwem. Wprowadzono tzw. białą księgę (gdzie można sprawdzić kontrahenta czy jest zarejestrowanym, czynnym płatnikiem VAT) oraz płatność podzieloną, czyli podatek idzie na specjalne konto, z którego można płacić tylko należności dla państwa. Liczba tzw. karuzeli VAT-owskich zaczęła spadać, a przedsiębiorcy poczuli się bezpieczniejsi. Już niedługo ten czas może się skończyć, bo Ministerstwo Finansów wraca do pojęcia „należytej staranności”.

Sprawdziłeś w „białej księdze” i zapłaciłeś w systemie „split payment”, ale nie byłeś należycie staranny? To będziesz płacił za złodzieja. Mogą wrócić stare czasy niepewności i strachu, mimo że wkrótce jeszcze bardziej obieg gospodarczy będzie kontrolowany, bo wchodzi KSEF.

Rada Przedsiębiorców nie zgadza się, aby wróciły czasy przerzucania odpowiedzialności ze złodziei na uczciwych przedsiębiorców. Poniżej nasze stanowisko w tej sprawie:

Stanowisko OPRP ws. ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług 

Ten niekonstytucyjny projekt ustawy o PIP zdemoluje naszą gospodarkę. Protestujemy w Sejmie

Lewica robi wszystko, by doprowadzić do wejścia w życie ustawy, która pozwoli urzędnikom Państwowej Inspekcji Pracy administracyjnie zmieniać umowy cywilnoprawne i B2B na umowy o pracę. Absolutnie nie wolno do tego dopuścić! To projekt niekonstytucyjny, który zdemoluje naszą gospodarkę.
Byliśmy na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Wolnego Rynku, na którym tłumaczyliśmy, dlaczego jest to bardzo zły pomysł:

Nasze stanowisko ws. rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości

Nie ma realizacji 100 konkretów i obietnic z umowy koalicyjnej, trzeba więc znaleźć temat zastępczy. Zakaz sprzedawania alkoholu na stacjach benzynowych (2,5% ilości koncesji i 2% w ogólnej sprzedaży) w sytuacji, kiedy obok stacji znajdują się sklepy z alkoholem oraz zakaz reklamy piwa bezalkoholowego ma, według projektu rządowego, zmniejszyć spożycie alkoholu.

Rada Przedsiębiorców wyraża krytyczne stanowisko, mając nadzieję, że Sejm nie przyjmie tego bubla, a jak przyjmie, to prezydent ustawy nie podpisze.

Stanowisko OPRP do projektu ustawy o zmianie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoh

Opinia Rady Przedsiębiorców do projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym

Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców skierowała do ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego pismo ze stanowiskiem do projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw (UD 116).

Opinia OPRP do projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw UD116

Czytamy w nim m.in.:
Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców, po wnikliwej analizie przedstawionych przez Ministerstwo Finansów projektów nowelizacji ustaw o podatku dochodowym od osób fizycznych (PIT) oraz o podatku dochodowym od osób prawnych (CIT) we wrześniu 2025 roku, pragnie wyrazić głębokie zaniepokojenie zarówno kierunkiem, jak i tempem planowanych zmian. Przedstawione zmiany ingerują w kluczowe obszary systemu podatkowego, wpływając bezpośrednio na sytuację tysięcy polskich przedsiębiorców, którzy planują swoją działalność w oparciu o zasadę zaufania do państwa i stabilności przepisów prawa. Z przykrością należy stwierdzić, że tempo prac legislacyjnych, brak wystarczającego vacatio legis oraz ograniczone konsultacje społeczne w sprawie tak istotnych regulacji podważają dotychczasowe zapewnienia rządu o przewidywalności i dialogu z przedsiębiorcami. Zmiany te, wprowadzane w okresie niepewności gospodarczej i przy rosnących kosztach prowadzenia działalności, stanowią poważne ryzyko dla płynności finansowej firm oraz dla zaufania do instytucji publicznych. W naszej ocenie projektowana nowelizacja, choć przedstawiana jako działanie mające na celu uszczelnienie systemu podatkowego, w rzeczywistości może prowadzić do ograniczenia aktywności inwestycyjnej,
osłabienia innowacyjności oraz zahamowania rozwoju przedsiębiorczości w Polsce. W obecnym kształcie stanowi ona poważne zagrożenie dla stabilności systemu podatkowego, a tym samym – dla całego otoczenia gospodarczego, w którym funkcjonują polscy przedsiębiorcy.
Niniejszy projekt zakłada wejście w życie nowych przepisów z dniem 1 stycznia 2026 roku, co w praktyce oznacza vacatio legis trwające niespełna miesiąc. Tak krótkie vacatio legis stoi w oczywistej sprzeczności z zasadą, do której przestrzegania zobowiązał się obecny rząd, deklarując w umowie koalicyjnej, że wszelkie zmiany skutkujące wzrostem obciążeń podatkowych będą wprowadzane z co najmniej sześciomiesięcznym okresem dostosowawczym. Była to obietnica o fundamentalnym znaczeniu – symbol przywracania zaufania obywateli i przedsiębiorców do państwa, prawa i stabilności otoczenia gospodarczego.
Niestety, sposób procedowania niniejszej nowelizacji tę obietnicę zaprzecza w sposób jednoznaczny. Brak właściwego vacatio legis nie jest wyłącznie uchybieniem technicznym; jest naruszeniem podstawowych zasad państwa prawa. Przedsiębiorcy, planujący swoje działania z wyprzedzeniem, opierają decyzje inwestycyjne, kadrowe i finansowe na stabilnych i przewidywalnych przepisach. Odbierając im możliwość dostosowania się do nowych regulacji, państwo przenosi na nich całość ryzyka legislacyjnego, co podważa ideę partnerstwa między administracją publiczną a sektorem prywatnym. Takie postępowanie zniechęca do
inwestowania, ogranicza zaufanie do instytucji publicznych i prowadzi do wzrostu poczucia niepewności wśród przedsiębiorców. Niepokój środowisk gospodarczych potęguje również sposób prowadzenia konsultacji społecznych. W przypadku tak szerokiej i systemowo istotnej nowelizacji zabrakło rzetelnego dialogu z organizacjami reprezentującymi przedsiębiorców, doradcami podatkowymi oraz izbami branżowymi. Przedstawienie projektu w tak krótkim terminie i oczekiwanie ekspresowego odniesienia się do jego zapisów stoi w sprzeczności z zasadami transparentnego tworzenia prawa oraz z elementarnym poszanowaniem roli partnerów społecznych w procesie legislacyjnym. W konsekwencji przedsiębiorcy zostali pozbawieni realnej możliwości oceny wpływu nowych przepisów na swoją działalność. Takie postępowanie nie tylko utrudnia planowanie gospodarcze, lecz także godzi w konstytucyjną zasadę zaufania obywateli do państwa (art. 2 Konstytucji RP) oraz w zasadę przyzwoitej legislacji, która wymaga, aby przepisy były tworzone w sposób przemyślany, przewidywalny i dający podatnikom odpowiedni czas na ich wdrożenie.
Z punktu widzenia środowisk gospodarczych szczególne zastrzeżenia budzą również konkretne rozwiązania merytoryczne przewidziane w projekcie nowelizacji. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych i społecznie dotkliwych elementów jest propozycja ograniczenia tzw. ulgi mieszkaniowej wyłącznie do jednej nieruchomości, przeznaczonej na zaspokojenie własnych potrzeb podatnika. Dotychczasowa konstrukcja tej ulgi była rozwiązaniem racjonalnym i sprawiedliwym — umożliwiała bowiem objęcie preferencją podatkową również zakupu kilku nieruchomości, o ile faktycznie służyły one celom mieszkaniowym, w tym potrzebom członków najbliższej rodziny. Wprowadzane obecnie ograniczenie stoi w sprzeczności z pierwotnym celem ulgi, jakim było wspieranie polityki mieszkaniowej państwa
i umożliwienie obywatelom budowy długofalowego bezpieczeństwa finansowego poprzez inwestowanie w nieruchomości. Trzeba zauważyć, że znaczna część podatników korzystających z tego rozwiązania to osoby, które w dobrej wierze nabywały lokale nie w celach spekulacyjnych, lecz z myślą o zabezpieczeniu przyszłości dzieci lub rodziców, bądź o zapewnieniu własnego stabilnego źródła utrzymania w wieku emerytalnym. Takie decyzje miały charakter odpowiedzialny i długoterminowy, a nie oportunistyczny. Proponowane ograniczenie nie tylko pozbawia ich ochrony podatkowej, ale też w praktyce karze
przezorność i oszczędność, które przez lata były wartościami promowanymi przez państwo jako element finansowej samodzielności obywateli. W efekcie projektowane przepisy w sposób nieproporcjonalny uderzą w przedstawicieli klasy średniej – grupy społecznej stanowiącej fundament stabilności gospodarczej kraju – oraz w sektor budownictwa mieszkaniowego, który od lat stanowi jeden z kluczowych motorów polskiej gospodarki, Nie można również pominąć faktu, że zmiana ta zostaje wprowadzona w okresie wciąż wysokich kosztów kredytowych i ograniczonej dostępności mieszkań, co dodatkowo potęguje jej negatywne skutki społeczne. Ograniczenie ulgi mieszkaniowej w takim momencie może przyczynić się do zahamowania inwestycji prywatnych w nieruchomości, osłabienia rynku najmu oraz spadku dynamiki budownictwa. W szerszej perspektywie jest to rozwiązanie sprzeczne z zasadą ochrony praw nabytych i zaufania obywatela do państwa, gdyż dotyka osób, które swoje decyzje finansowe podejmowały w oparciu o obowiązujące przepisy i zachęty podatkowe oferowane przez samo
państwo.
Podobnie negatywnie należy ocenić proponowane zmiany w zakresie tzw. IP Box. Ograniczenie możliwości stosowania preferencyjnej 5-procentowej stawki podatku wyłącznie do wybranych form działalności gospodarczej w praktyce eliminuje z tego mechanizmu tysiące jednoosobowych firm, w tym specjalistów z branży IT, którzy dotąd korzystali z tej ulgi w sposób zgodny z prawem i z jej celem. Należy z całą mocą podkreślić, że przedsiębiorcy ci nie stanowią grupy nadużywającej przepisów, lecz są realnym motorem innowacyjności i rozwoju nowoczesnych technologii w Polsce. Wprowadzenie takich ograniczeń z pewnością doprowadzi do spadku konkurencyjności sektora IT oraz do odpływu talentów za granicę.
Równie niepokojące są propozycje dotyczące ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, w szczególności planowane podniesienie stawki z 8,5 proc. do 17 proc. dla usług świadczonych pomiędzy podmiotami powiązanymi. Tak radykalna i nagła zmiana prowadzi do istotnego wzrostu obciążeń fiskalnych dla tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw, które w znacznej mierze stanowią trzon polskiej gospodarki. W praktyce uderzy ona przede wszystkim w firmy rodzinne oraz niewielkie przedsiębiorstwa działające w ramach naturalnych powiązań osobowych lub kapitałowych, często o wieloletniej tradycji i ugruntowanej reputacji. Trudno zaakceptować fakt, że projekt w obecnym kształcie nie rozróżnia sytuacji rzeczywistego unikania opodatkowania od uczciwej i zgodnej z prawem współpracy gospodarczej pomiędzy powiązanymi podmiotami. Tak szerokie i nieprecyzyjne ujęcie przepisów stwarza ryzyko, że
w praktyce fiskus potraktuje wszystkie tego rodzaju relacje jako potencjalnie podejrzane, co doprowadzi do nieuzasadnionego obciążenia uczciwych przedsiębiorców i dodatkowo zwiększy niepewność prawnopodatkową w sektorze MŚP Wreszcie, proponowane zmiany dotyczące fundacji rodzinnych – w tym objęcie podatkiem dochodów ze zbycia mienia – budzą szczególnie poważne wątpliwości i podważają
zaufanie do tej instytucji, wprowadzonej zaledwie dwa lata temu w celu wspierania sukcesji, ochrony kapitału rodzinnego oraz zapewnienia ciągłości prowadzenia przedsiębiorstw rodzinnych. Fundacje rodzinne zostały powołane jako odpowiedź na wieloletnie postulaty środowisk biznesowych, które zabiegały o stworzenie w Polsce ram prawnych umożliwiających wielopokoleniowe zarządzanie majątkiem w sposób stabilny i transparentny. Miały być one narzędziem budowy trwałych struktur własnościowych, które pozwolą przedsiębiorstwom rodzinnym przetrwać zmiany pokoleniowe, uniknąć rozdrobnienia majątku oraz zapewnić jego dalsze efektywne wykorzystanie na rzecz rozwoju gospodarczego kraju.
Polska ustawa o fundacjach rodzinnych wzorowana była na modelach niemieckim, austriackim i holenderskim, gdzie stabilność prawa i zachęty podatkowe pozwoliły stworzyć trwałe struktury właścicielskie i wzmocnić rodzimy kapitał. Wprowadzenie podatku od zbycia mienia w Polsce byłoby więc krokiem wstecz wobec tych europejskich standardów i wysłałoby bardzo niepokojący sygnał zarówno do polskich, jak i zagranicznych inwestorów – że w naszym kraju nawet instytucje zaprojektowane z myślą o długoterminowej stabilności mogą zostać objęte nowymi daninami po zaledwie kilkunastu miesiącach obowiązywania.
Mając na uwadze aktualne prace legislacyjne nad projektem zmian w przepisach podatkowych, zwracamy się do Pana Ministra z apelem o ponowne, pogłębione przeanalizowanie proponowanych rozwiązań oraz o wprowadzenie takich modyfikacji, które pozwolą przywrócić niezbędną równowagę pomiędzy potrzebami budżetu państwa a interesem polskich przedsiębiorców. W ocenie środowiska gospodarczego obecny kształt projektu może bowiem w znacznym stopniu zachwiać stabilnością i przewidywalnością warunków
prowadzenia działalności gospodarczej w naszym kraju. W szczególności postulujemy, aby wszelkie zmiany prowadzące do zwiększenia obciążeń podatkowych były wprowadzane z odpowiednim wyprzedzeniem, gwarantującym przedsiębiorcom realną możliwość dostosowania się do nowych regulacji. Z tego względu apelujemy o zapewnienie co najmniej sześciomiesięcznego vacatio legis dla wszystkich przepisów skutkujących wzrostem danin publicznych. Takie rozwiązanie byłoby wyrazem poszanowania zasady zaufania obywateli do państwa oraz dawałoby przedsiębiorcom czas niezbędny na przygotowanie stosownych decyzji inwestycyjnych, budżetowych i organizacyjnych. Jednocześnie wyrażamy stanowczy postulat przeprowadzenia rzetelnych i szerokich konsultacji społecznych, z pełnym udziałem organizacji reprezentujących środowisko przedsiębiorców. Tylko w drodze otwartego dialogu możliwe jest wypracowanie rozwiązań, które będą z jednej strony wspierały cele fiskalne państwa, a z drugiej — nie będą hamować rozwoju przedsiębiorczości, inwestycji i innowacyjności w Polsce. Z całą stanowczością podkreślamy, że polska gospodarka potrzebuje dziś przede wszystkim stabilności, przewidywalności i partnerskiej współpracy między sektorem publicznym a prywatnym. Kolejne, nagłe i nieprzewidywalne
zmiany przepisów podatkowych podważają zaufanie przedsiębiorców do państwa, zniechęcają do inwestowania i utrudniają długofalowe planowanie działalności gospodarczej.